Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 617 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Zdjęcia w galeriach.


POWSTAŃ

wtorek, 21 grudnia 2010 7:33

Z palącą się świecą życia czarnieje sumienie

jak czerń na suficie zostawiają płomienie.

Śmierć nigdy nie przychodzi w porę

nawet w jej obliczu grasz główną role

Czy żałujesz grzechów, okażesz skruchę?

może wyciągniesz z ust przeznaczoną Ci lufę

Rozkuj z nadgarstek kajdany wspomnienia

zadręczanie się przeszłością nic nie zmienia

życie ciężkie jakby każdy był po trochu Hiobem

Pomyśl kto kiedyś stanie nad Twoim grobem

to sam lucyfer obmyślił ludzkie męczarnie

z bliskimi na przeciw, zjednoczenie zło odgarnie

Miedzy problemami, tych dużych i małych

Upadłeś, powstań nie przewracając pozostałych


Ukrzyżowany? Skrzyżowane dłonie, dusza płonie

Modlitwa, Nie klęcz Bracie, usiądź na swym tronie


Szukasz prawdy? To co czytasz to podpowiedzi

W sobie człowieku masz wszystkie odpowiedzi

Ludzie zatraceni w egoizmie, w ciągłym biegu

Znienawidzili by Cię za Twą krew na śniegu

Choć na tamten świat jeszcze daleka droga

Pamiętaj, że każdy z nas ma w sobie cząstkę Boga

przyszłość powierzam swym bliznom, po starość

Sam z doświadczenia wiesz, że to nasza mądrość

Poznając co białe i czarne, daj bliskim serce

Ja oddałem wszystko swojej życia partnerce

Nagle do szczęścia układanka ułożyła się w całość

Sabinko to właśnie Ty pokazałaś mi co to Miłość

To ona pokazała mi te wersy, Ona mą dusze buduje

Wiem już, że Kochając nikt mnie nie ukrzyżuje!


Ukrzyżowany? Skrzyżowane dłonie, dusza płonie

Modlitwa, Nie klęcz Bracie, usiądź na swym tronie

 


Podziel się
oceń
25
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Moja wina, moja bardzo wielka...

sobota, 16 października 2010 7:30

Obudziłem się, pode mną gleba, nade mną gleba
nagle zapomniałem jak wygląda krajobraz nieba
Panujący półmrok podtrzymują z czaszek pochodnie
Wiszące patrzą na mnie tak, że twarz mi blednie
Strach przyśpiesza tętno, czy to sen czy prawda
Spoglądam wokoło i zastanawiam się skąd ta krzywda
Widzę kogoś niewyraźnie ogrzewające nad ogniem dłonie
Podszedłem i myślę niech ten co mu to zrobił spłonie
Nie wiem czy panna wiara tego właśnie chciała
By kiedyś w podziemiu żyły zdeformowane ciała
Stąpając niespokojny uważam bym się nie wywrócił
Właśnie chciałem się odezwać a on się odwrócił
Kurwa to coś oblizuje się jedząc szczura z rożna
Wystraszony widzę szanse, jest droga okrężna
Chyba miałem szczęście bo na mnie nie zareagował
Oszalałem bym się między dobrem a strachem targował
Podupadły natychmiast wartości żądając przetrwania
Otoczenie plami serce, a w duszy uległem zmutowania
Idę dalej nerwowym krokiem, przede mną zakochana para
Przecieram oczy, to dla nich dar a nie boska kara
obrzydza mnie gęsta krew spływająca jej po nogach
w odwrocie szóstki kopulując nie mieli tego w głowach
To wszystko tuż za rogiem, między prawdą a bogiem
szczęśliwi zaspakajają głód nad swoim martwym płodem
Jebani kanibale, nie oglądając się za siebie uciekam
Zastanawiam się czy własne życie kiedyś odzyskam
W strachu Wbiegam do tunelu, w nim wagony pełne kości
unoszący się w powietrzu trupi odór powoduje mdłości
Znużony, upadłem topiąc się we własnych wymiocinach
nawiedziła mnie chwila refleksji o ludzkich rodzinach
Podniosłem wzrok, trędowata kobieta, w jej ręku szyna
Brutalnie gwałcona nie poznaje przez trąd na sobie syna
chłopak odrywając obsesyjnie ciało matki się droczy
zabawa kończy się kiedy wydłubuje jej zamglone oczy
Tętno umarło w ciszy, wtedy ruszył w moim kierunku
Odwróciłem się i biegnę ile sił krzycząc ratunku!
Z każdym krokiem zgniatam przekonanie by sobą pozostać
W gonitwie serce zamarza, widzę przed sobą Postać
Mijam potencjalną pomoc, ponieważ nie mam już wiary
On masturbuje się odziany w jelitach swojej ofiary
Uciekając wpadłem w glizdy które poczwary spermę piły
Tuż obok niewinna dziewczynka podcina sobie żyły
mam dość! Więc ściągam ze ściany z czaszki pochodnie
W transie uderzam go w skroń puki ciało nie ochłodnie
Muszę przetrwać, muszę dotrwać, do nieba długa droga
nawet jeśli zabić wroga znaczy, zabić kolejnego wroga
Tak w głębi ziemi zabiłem syna wcześniej zgwałconej matki
Wydostałem się z dobra jakby atramentu pozbawić kartki
Larwy pustki zjadają mi resztki rozsądku w tym koszmarze
Poczułem nagle, że moim domem były te mroczne korytarze
kiedy już smród podziemnego zła przesiąknęła moją skórę
Znalazłem drabinę więc demonicznie wspinam się w górę
wychodzę choć moja zatruta dusza boga się wyrzekła
...na zewnątrz stoi cieśla rozdający bilety do piekła!
Zapytałem pod rozdartym niebem - co zrobiłeś proroku?
Odpowiedział - sam napisałeś ten tekst będąc w mroku


Podziel się
oceń
7
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

szósty grzech

piątek, 17 września 2010 7:07
Między literami postać gasząca swoje serce w popielnicy

Na zewnątrz nadzieja ze złamanym karkiem a w środku zakładnicy

brak istnienia mądrości w zbawieniu gdy krzywda zatruta powrotem

W byłych ziarnkach piasku klepsydry równali jego imię z błotem

Na twarzy maska szóstego grzechu, pierwszy z nich to pycha

To wszystkich przekleństwo, oprócz jego już nikt nie oddycha...

Spalił odzież, ukrył ślady, starł swoje linie papilarne

Jest jak tykająca bomba zegarowa, to nie zostanie bezkarne

Próbuje złapać równowagę lecz ostrze nie wie co to umiar

żałuję po rękojeść, to ostatnie wspomnienie każdego z ofiar

W wiecznie zamkniętych powiekach nie spotka się z panem

Marzył by zobaczyć własny proch unoszący się nad oceanem

odrzucony ucieka zakładając kaptur na pochyloną głowę sumienia

Chciałby zatrzeć krzyżyk na mapie zabójczego wspomnienia

Ma świadomość że czeka go bezimienny grób, nastąpił karmy śmiech

sześć dni póżniej skoczył z szóstego piętra przez szósty grzech


Podziel się
oceń
8
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Upadły z własnej woli

czwartek, 26 listopada 2009 6:10
Żyje...

Już wiem że rysujecie dla mnie mapę bezwzględną
Wiem gdyż widzę jak przed oczami kwiaty więdną
Staruszku widzę że śmiejesz się z moich upadków
Teraz nie będzie tak samo jak u naszych przodków
Masz szansę dotrzeć do celu lecz tylko w części
Ponieważ różni mnie i jego to że posiadam pięści
Szukasz pod mymi paznokciami brudu i go znajdziesz
Będziesz czekał na mnie i na swym tronie zasiądziesz
Lecz uwierz że to będzie moje zwycięstwo pozagrobowe
Bo w miejscu moich narodzin wyrosło drzewo dębowe...

Czekając...

...A Ty jak mogłeś po prostu się o moją duszę założyć?
Nie zatrzymuj mej ręki i pozwól mi ten tekst stworzyć
Powiedz w momencie kiedy jego kochającą rodzinę zabiłeś
Którą Panie z pieśni zwycięstwa sobie wówczas nuciłeś?
Jak Sam widzisz posiadam cechy jednego z was i drugiego
Już przed wynikiem zakładu rezygnuje z dotyku boskiego
Dzięki waszym próbom pewna moja część bardzo się wściekła
Wiem że bluźnie ale mam coś co nie pozwala bać się piekła
Nie chcę nagrody za swą wiarę i cierpienia jak było z Hiobem
Jeszcze będzie tak że każdy z Was ukłoni sie nad moim grobem!

Poza ciałem...

Budzę się w rozgrzanych do czerwoności łańcuchach pośród dusz
Obłędny krzyk dręczący bębenki i palący w płucach metaliczny kurz
Parujące łzy starające się ochłodzić choć skrawek swojej powłoki
A Ty patrzysz na mnie starcze zdumiony jak śmiało otwieram powieki
Z irytacją zaczynasz wątpić w podpisany moją krwią z Bogiem traktat
Uwalniając się z łatwością podążam ku tobie by odebrać ci majestat
Udowodnię Wam że potrafię bardziej rozgrzać te piekielne czeluści
Pozwalam ci uciec w stronę boskiego raju jeśli tylko On Cię wpuści
Rozwścieczonym gestem wysyłasz swe czteronogie demony w moim kierunku
Agresywnie biegnąc zwalniają by klęknąć oddając mi wyrazy szacunku
Spójrz mi głęboko w źrenice i zobacz ten ogień palący twe podłości
Mam ten świat dzięki duszy mającą wolną wolę chłodzącej się w miłości

Nowa era...

Jesienna bezchmurna noc z wyrazistymi gwiazdami na niebie
Któryś z Was właśnie wspomniał jak było na moim pogrzebie
wiatr ruszył z miejsca i uderzył go liśćmi, echo zagrzmiało
Wysłałem ujarzmione demony na ziemie by wykopali moje ciało
Ślepo walczące z glebą nie zauważają jak łamią im się szpony
Wiem czego potrzebowali, teraz każdy z nich nadzieją otulony
Widzisz mnie Boże z lotu ptaka jak leże na cmentarzu w błocie?
Zmartwychwstaje i tym razem nie będzie jak w Twego syna żywocie
Nie zgadzam się by w mych czeluściach niesprawiedliwością ciekło
Więc powstaję z mą armią upadłych aniołów by ziemi odebrać piekło!

Szatan u boku, bólu wyroku w grzesznym tłoku...
W serca mroku doznasz szoku spoglądając ku mojemu wzroku...
Podziel się
oceń
9
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Nasze zapiski

sobota, 07 listopada 2009 17:12
notatnik piąty listopada: czuję się jakby ktoś mnie pobił
Czy oplułeś kiedyś lustro zastanawiając się który z Was to zrobił?
Mówisz zasłużyłem sobie bo drwię na co dzień z człowieczeństwa
Ale powiedz mi co jak nie głupota ludzka doprowadza do szaleństwa
Myślę którego z lustrzanych odbić zamieszczą w pamiątkowym albumie
zastanawiam się który z nas pierwszy pozwoli uwięzić się w tłumie
Jeden z nas strażnikiem słowa pośród szerzącej się obłudy odmieńcem
Drugi kroczy w ciemność bluzgający w światłość, został mroku jeńcem
Pośród ludzi żyję nadzieją że jakaś z ich myśli wyżej pofrunie
By móc wyskoczyć, złapać, pokochać być wierny jak smyczek strunie
Jednak zamiast to urzeczywistnić niezdarnie się o nie potykam
Sam siebie pytam czy coś jest ze mną czy obłudnych ludzi spotykam

Nie mam siły, zachowania ludzkie mnie pobiły, ich oczy tylko kpiły
topiły, gnębiły, myśli me z czasem gniły oby mnie także nie obudziły

notatnik szósty listopada: nerwowo odklejam zaropiałe powieki
Rozbijam lustro pięścią! Gdzie one są?! Gdzie moje depresyjne leki?!
Znalazłem... Kawałki lustra pod stopami... staram się ułożyć siebie
Udało się tylko dlaczego zamiast siebie w odbiciu zobaczyłem Ciebie?!
Straciłem przytomność... Nie to tylko sen więc mogę uspakoić tętno
notatnik szósty listopada: chcę zobaczyć jesiennego dnia piękno
Pośród spadających liści przemijające mnie ludzkie twarze plujące
Każdemu z nich z całą serdecznością podarowałbym czekoladki trujące
Kim do cholery jestem?! Przecież w duszy kocham miłość i prawdziwość
Na zewnątrz często przeklinając boga biorę za przyjaciela mściwość
Uczucia zmarzły i już nie będą mnie gryzły jutro wstanę jako ten zły...

notatnik siódmy listopada: pieprze lustro nawet tam nie zaglądam
Żądam wściekłego dnia i z całą pewnością pierdoli mnie jak wyglądam
Wychodzę trzaskając drzwiami, przepycham się przez ludzi łokciami
nie licząc się z ich opiniami, śmiesznymi teoriami i złudnymi kłótniami
chcę spacerować pomiędzy kościami na dziś wybrałem między dwoma odbiciami




Epilog: niedaleka przyszłość...
Jesienne dni i noce widzisz nieprawość któż winowajcą?
Nie chcesz odpowiedzieć to jesteś samobójcą lub zdrajcą
Desperacko drapie skórę na piersi poszukując swego serca
Spojrzenie w lustro szukam mędrca a pokazał się morderca
Siedem grzechów głównych i siedem kul mam w magazynku
Wychodzę z budynku stawić czoła lęku w ostatnim pojedynku
Siedem twarzy kilkanaście centymetrów ponad chodnikami
Nie żałuj ich... Ich głowy nie będą już zadręczane smutkami
 
Ps. Nie wiem jeszcze który z nas to zrobi... tożsamość mnie boli
 
Podziel się
oceń
10
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 19 września 2017

Licznik odwiedzin:  18 666  

O moim bloogu

Jestem sobą, z załogą idąc w tym samym kierunku, będę sobą nawet jeśli skończę licząc drobne w kubku...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 18666

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Pytamy.pl